Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jolanta Janiczak "Hrabina Batory". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jolanta Janiczak "Hrabina Batory". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

Uwięziona hrabina (Jolanta Janiczak "Hrabina Batory")

Agata Kulik
("Projektor" - 6/2016)
Pierwsza w tym sezonie premiera w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach odbyła się pod szyldem Kobieta pisana mężczyzną, ciałem i historią w języku teatralnego recyklingu. „Hrabina Batory” Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina, bo niej mowa, to ostania cześć tryptyku, w skład którego wchodzą „Joanna Szalona, Królowa” oraz „Caryca Katarzyna”.

Tryptyk ten zainspirowany został historycznymi postaciami kobiet i ich obsesjami, natręctwami. W „Joannie” duet Rubin – Janiczak porusza tematykę obsesyjnej miłości, w „Carycy” – władzy. „Hrabina Batory” zaś, to przedstawienie o pragnieniu wiecznej młodości/ niezgodzie na starość, o uwięzieniu w wytworzonym wizerunku i niemożności wyjścia poza narzucony (często samemu sobie) schemat. Ten stan faktycznej niezgody na siebie, powoduje frustracje, od których trudno się uwolnić.

Hrabina Elżbieta Batory, arystokratka węgierska zwana Krwawą Hrabiną z Čachtic lub „wampirem z Siedmiogrodu”, według legendy pragnąc zatrzymać młodość, zabiła w okrutny sposób 650 dziewic, aby pozyskać ich krew, która miała być swoistym eliksirem młodości. W kieleckim przedstawieniu nie znajdziemy jednak za wiele z okrutnych praktyk hrabiny Elżbiety. Janiczak i Rubin raczej śledzą, poddają analizie procesy, które zachodziły w bohaterce. Interesują ich bardziej jej frustracje, migreny i narastające depresje, niż okrucieństwo i deprawacja.

W porównaniu do poprzednich części tryptyku, Janiczak w „Hrabinie Batory” inaczej skonstruowała formę dramatu. Brak w tym spektaklu fabuły-opowiedzenia historii, tak jak w Joannie, czy Carycy. Historia grała tam pewną rolę, tu jest raczej zmarginalizowana. Sama postać Elżbiety Batory to tylko pretekst do rozważania, symbol, a „Hrabina Batory” to w zasadzie monolog z podziałem na kwestie.

Spektakl podzielony jest na 33 rozdziały, których tytuły zostały zaczerpnięte z książki Georgesa Vigarella „Historia urody. Ciało i sztuka upiększania od renesansu do dziś.” Bo tak naprawdę Janiczak i Rubin mówią o tym, że w dobie „terroru piękna” 650 dziewice, to w rzeczywistości 650 poprawki naszej urody.

Janiczak zestawiała postać Hrabiny (Agnieszka Kwietniewska) z bajkową niewinnością Królewny Śnieżki, granej przez 6-letnią Bognę Żłobińską. Bo w gruncie rzeczy, kim innym jest Elżbieta, pragnąca być najpiękniejsza, jeśli nie ucieleśnieniem macochy-czarownicy z baśni? Śnieżka w pierwszej scenie zjada jabłko skazując się tym samym na śmierć, od której nie ma dla niej ucieczki w zamku Elżbiety.

Hrabina Batory to kobieta pogrążona depresji/ melancholii niezdolna do działania, do pełnego odczuwania poza strachem (?). Strachem przed upływającym czasem, którego nie da się zatrzymać (projekcja – video), który działa tylko na jej niekorzyść.

Przedstawienie wydaje się być swoistym monologiem, nawet nie monologami, a właśnie monologiem. Głosem kobiety, uwięzionej w gorsecie oczekiwań: świata wobec niej i jej wobec świata. Przytłoczonej dążeniem do ideału piękna, które jako nieodłączny atrybut przypisuje się kobiecie. Wpojone ideały urody i wręcz genetycznie zaprogramowanie do bycia pięknym, wiąże się z wewnętrzną niezgodą na obecny stan rzeczy. Kobiety w wieku 33 lata (wiek chrystusowy) powinny umierać – słyszymy. Kobieta stara jest brzydka, po prostu brzydka.(…) Kobiety są piękne, gdy są młode. Potem już nie.

Kobiety robią się tylko stare, grube i pomarszczone. (…) Nie powiedziałam, że nie pięknieją, tylko, że brzydną – mówi Violet Weston w „Sierpień w hrabstwie Osage”. Wydaje się ze niejako te słowa brzmią cały czas z tyłu głowy bohaterek spektaklu.

Sami sobie zadajemy tortury próbując dopasować się, nasze ciało do ustalonego – wymyślonego przecież kanonu piękna. Rubin przedstawia więc Doricze (Ewelina Gronowska), która zachęca Elżbietę do torturowania jej na przyrządach gimnastycznych – aluzja do bycia fit, czy Doricze wiecznie objadającą się – bulimiczkę. Anna (Dagna Dywicka), próbuje na zapas młodość i piękność uwiecznić poprzez zapis: zdjęcia, filmy, plakaty, sławę. Klara – świetnie zagrana przez Joannę Kasperek, która już osiągnęła słuszny wiek, próbuje zagłuszyć teraźniejszość, a to wspomnieniami, a to mocnymi wrażeniami. Anna, Elżbieta i Klara to jakby studium postaci w różnych etapach życia, ale zmagającej się z przemijaniem.

Zamknięcie w schemacie, w wykreowanym wizerunku nie dotyczy tylko kobiet. Ferenc jako jedyny „prawdziwy mężczyzna” w spektaklu, również nie może wyzwolić się od przypisanej mu roli walecznego zdobywcy/ obrońcy. Jednoczenie widzi dezaktualizację swojej postawy, ale nie umie się jej przeciwstawić. Napisać siebie na nowo. Wszyscy w „Hrabinie” zderzają się z własną niemocą i frustracją. Aby dać tym uczuciom ujście, na końcu spektaklu, aktorzy wchodzą w interakcje z widzem, rozdając im kije bejsbolowe i tym samym dając możliwość wyładowania narosłych emocji. Spektakl jest bardzo plastyczny, co jest zasługą m.in. Mirka Kaczmarka odpowiedzialnego z światła i scenografię oraz Jolanty Janiczak i Hanny Maciąg, które zaprojektowały kostiumy. Uwagę zwraca również przepiękny plakat do tego spektaklu, który jednocześnie pokazuje starzenie się, przemijanie i walkę z nim. „Hrabina Batory” to spektakl wart zobaczenia.