sobota, 30 lipca 2016

Art z prawdziwego zdarzenia (Festiwal teatralny Hurra!Art!)

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 5/2015)
Nasze instytucje kulturalne zwykle nie rozpieszczają mieszkańców podczas wakacji. Po mocnym akcencie kulturalno-komercyjnym, jakim jest Święto Kielc na początek, licznej, ale mało widowiskowej ofercie zajęć warsztatowych dla dzieci, a także tradycyjnym Festiwalu Harcerskim, w sierpniu w Kielcach (kulturalnie) dzieje się niewiele. Ten trend po raz pierwszy – i mam nadzieję, że to będzie pierwszy raz z wielu – postarał się przełamać Teatr Lalki i Aktora „Kubuś”.

Fot. Bartek Warzecha
Dzięki zorganizowanemu po raz pierwszy Wakacyjnemu Festiwalowi Sztuki Hurra!Art!, mali i więksi mieszkańcy naszego miasta mieli okazję uczestniczyć w ważnych i ciekawych wydarzeniach kulturalnych i artystycznych. I to na dodatek przez trzy weekendy sierpnia.

Widzowie mogli przekonać się, jaki jest współczesny polski teatr lalkowy i to w tym najlepszym wydaniu. Do Kielc przyjechały teatry z całej Polski i zaprezentowały jedne z najciekawszych przedstawień sezonu. Od kameralnej, subtelnej i interaktywnej opowieści o uczuciach z Białostockiego Teatru Lalek („Robot i Motylek”), przez filologiczno-teatralne zabawy słowami z Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu (dwie części „Choć na słówko”), filozoficzno-terapeutyczne wynurzenia o życiu i śmierci w wykonaniu aktorów Teatru 21 („Śmiertelnie trudna gra”), bajkę dla najmłodszych z wałbrzyskiego teatru („Naj”), opowieść z Miejskiego Teatru „Miniatura” w Gdańsku o nie poddającym się przeciwnościom losu odmieńcu („Brzydkie kaczątko”), po feministyczną opowieść o podziale ról w rodzinie i potrzebach współczesnych kobiet, którą zaprezentował Wrocławski Teatr Lalek („Skarpety i papiloty”). 

Hurra!Art! nie był jedynie wakacyjnym przeglądem spektakli lalkowych dla dzieci. Program wypełniły liczne warsztaty, dyskusje, czytania sztuk i pokazy filmowe. Mali mogli tworzyć muzykę, popróbować, jak w teatrze robi się pioruny i na czym polega teatr cieni, zaprojektować idealny teatr dla dzieci, stworzyć własny szyfr czy rebusy ruchowe. Duzi – nauczyć się, jak kreatywnie spędzać czas z dziećmi i jak ich słuchać. Dzięki współpracy z organizatorami festiwalu „Złote Mrówkojady” w programie znalazły się projekcje krótkometrażowych filmów dla dzieci – tych animowanych i tych aktorskich – nakręconych na całym świecie przez offowych twórców.

Dyskutowano także o teraźniejszości i przyszłości teatrów dla dzieci, podkreślając rolę pedagogiki i edukacji teatralnej, familijności, która pozwala zaktywizować nie tylko publiczność dziecięcą, ale i rodziców. Teatr to już nie miejsce biernego konsumowania spektaklu, gdzie jedyną informacją zwrotną widowni stają się brawa i ewentualnie przysłane do teatru prace plastyczne. Spektakl staje się pretekstem do wymiany myśli, budzenia wrażliwości, pozwala uruchomić rozmowę z dziećmi, buduje wspólnotę, daje szansę spotkania z innymi poglądami, osobami.

Festiwal Hurra!Art! pokazał, że teatr dla dzieci już dawno przestał być teatrzykiem – miejscem, gdzie możemy posłać dziecko dla rozrywki, a tę godzinę zagospodarować na plotki z koleżanką (choć niestety w Kielcach nawet na premierach niektórzy nadal tak robią). To miejsce, który uczy świata wartości, przypomina dorosłym, jak to jest być dzieckiem: naiwnym, ufnym i ciekawym świata. To miejsce nie istniejące w oderwaniu od rzeczywistości. Teatry lalkowe nie pokazują już ramot, pokrytych kurzem bajek, jakie opowiadały swoim wnukom babcie 200 lat temu. Teatr dla dzieci porusza ważne tematy: inności i dyskryminacji, uczuć i emocji, miejsca kobiety i matki we współczesnym świecie, śmierci, nieodłącznie towarzyszącej nam w życiu. Dodatkowo robi to w ciekawej artystycznie formie. „W „Brzydkim kaczątku” historię opowiadano dzięki dwóm wiekowym rzutnikom wyświetlającym obrazy na folii, a aktorzy na oczach widzów tworzyli wszystkie dźwięki i odgłosy. Opowieść o śmierci przedstawili uczniowie i absolwenci Zespołu Społecznych Szkól Specjalnych „Dać Szansę” – osoby z zespołem Downa i autyzmem. 

Hurra!Art! to pierwszy w pełni profesjonalny i poważny – za program odpowiadała Justyna Czarnota pedagog teatru i odpowiedzialna za program „Lato w teatrze” koordynowany przez Instytut Teatralny im. Raszewskiego – projekt artystyczny tej skali dla dzieci w naszym mieście. Festiwal stał się nie tylko szansą na poznanie polskiego teatru lalkowego, ale także poważną propozycją na mądre spędzanie wakacyjnych weekendów z dziećmi. Festiwal po raz kolejny szeroko otworzył drzwi kieleckiego teatru dla spędzających wakacje w mieście, dla tych, którzy dostęp do kultury mają utrudniony i także dla tych, którzy po prostu lubią teatr. Podsumowujący wydarzenie dyrektor Kubusia Robert Drobniuch stwierdził, że impreza spotkała się z dobrym przyjęciem, a opinie uczestników spotkań mile zaskoczyły organizatorów. Co prawda frekwencja – 1500 odbiorców na 200-tysięczne miasto nie jest może oszałamiająca, ale należy pamiętać, że to pierwsza tego rodzaju impreza i że następne – dzięki udanej pierwszej edycji – przyciągną większą widownię.

Festiwal pokazał coś jeszcze: że kielecki teatr nie zwalnia tempa, konsekwentnie dobijając do polskiej czołówki scen lalkowych, zarówno jeśli chodzi o przedstawienia, jak i całą okołoteatralną działalność. Bo – przynajmniej moim zdaniem – na miano lidera na lokalnym rynku instytucji kultury – już zasłużył.