niedziela, 31 lipca 2016

Suspens kontra śmiech (Peter Cooley „Wrócę przed północą”)

Agata Kulik
("Projektor" - 1/2016)
Sztuka kanadyjskiego dramatopisarza Petera Cooleya „Wrócę przed północą” w reżyserii Mirosława Bielińskiego, to kolejna propozycja – w tym sezonie – Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Jest to, również pierwsza premiera wystawiona podczas kadencji nowego dyrektora teatru Michała Kotańskiego. Jednak spektakl ten, został jeszcze zawczasu zapisany w kalendarzu, przez nieżyjącego dyrektora Piotra Szczerskiego.

„Wrócę przed północą” reklamowany jest na plakacie jako „horror/ komedia”. To opowieść o Jeny (Ewelina Gronowska), która wraca ze szpitala psychiatrycznego by się zregenerować i odpocząć przy boku nieporadnego na pozór, męża-naukowca (Łukasz Pruchniewicz). Pobyt w teoretycznie zacisznym domku na pustkowiu oraz przyjazd ociekającej seksapilem siostry męża (Beata Wojciechowska), okażą się jednak nie najlepszym sposobem na ukojenie skołatanych nerwów. Młodzi wynajmują dom od wieśniaka George’a Willowby’ego, ta świetnie zagrana drugoplanowa rola Janusza Głogowskiego, skradła chyba cały spektakl. Tekst Cooleya, aż się prosi o nawiązania do stylu Alfreda Hitchcocka czy słynnych teatrów „Kobry”. W ostatnich scenach trup ścieli się gęsto, a i po drodze nie brakuje opowieści o duchach, morderstwach i dziwnych wypadkach. Bieliński specjalizuję się w komediach i tak też podszedł do tego dramatu.

Moim zdaniem, jeżeli mówimy o horrorze czy thrillerze to na scenie zabrakło trochę wyciszenia, które spotęgowało by wrażenie strachu. Dzięki takim zabiegom faktycznie można by osiągnąć spektakl grozy. Stworzyć ciekawe przedstawienie o zabarwieniu kryminalnym z elementami komedii. U Bielińskiego proporcje zostały odwrócone. Poprowadził on grę aktorów bardziej w stronę farsy, groteski. Wszystko działo się szybko, mocno, czasem było wręcz przerysowane. W kieleckim „Wrócę przed północą” miejsce suspensu zajął śmiech, ale podobno trudniej kogoś naprawdę rozśmieszyć, niż solidnie przestraszyć. Czy ta sztuka się reżyserowi udała, warto sprawdzić samemu.

Znakomita scenografia, trochę w klimacie kryminałów Agathy Christie, zaprojektowana została przez Bożenę Kostrzewską. Stworzyła ona angielskie wnętrze, w mrocznych kolorach gdzie dominują przybrudzone niebieskawe barwy. Metaforycznego oblicza scenografii nadaje fakt, że góry patrzą na nas poustawiane wypchane zwierzęta. Jakby mówiące, że z każdego człowieka może wyleźć zwierzę, jednoczenie świdrujące bohaterów swoimi plastikowymi oczkami. Gra świateł wyreżyserowanych przez Paulinę Góral sprawia, że nadają one swoisty klimat całemu przedstawieniu. Na uwagę zasługuje też plakat do spektaklu, zaprojektowany przez Ewelinę Gronowską, który swoją stylistyką nawiązuje do plakatów filmowych sprzed lat, z czasów popularności mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka i czwartkowych teatrów „Kobry”.

Mimo moich zastrzeżeń – jeśli ktoś ma ochotę na lekki, niezobowiązujący spektakl – „trochę się pośmiać i trochę wytaszczyć”, to „Wrócę przed północą” będzie to propozycja właśnie dla niego.