niedziela, 31 lipca 2016

Kantor w happeningu uchwycony (Justyna Michalik „Idea bardzo konsekwentna. Happening i teatr happeningowy Tadeusza Kantora”)

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 4/2016)
Owijanie papierem toaletowym, jedzenie makaronu, wysypywanie węgla na nagą kobietę, noszenie walizek, plecaków i wielkiej koperty, chodzenie z „deską ostatniego ratunku”, czy chyba najbardziej rozpoznawane odtwarzanie kompozycji obrazu Rembrandta „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. – elementy z happeningów przygotowanych przez jednego z najznakomitszych polskich artystów Tadeusza Kantora kojarzy chyba każdy, kto choć odrobinę interesuje się sztuką XX wieku.

Choć happeningi zostały dokładnie opisane, sfotografowane, wyjaśnione przez samego artystę, choć nadal żyją świadkowie i uczestnicy tych działań artystycznych, ten fragment bogatej działalności Tadeusza Kantora nie doczekał się do tej pory całościowej i dogłębnej analizy.

Próbę zebrania, opisania, zanalizowania, wyjaśnienia wątpliwości dotyczących happeningów Kantora podjęła doktorantka Instytutu Sztuki PAN, wieloletnia współpracownica krakowskiej Cricoteki, Justyna Michalik. „Idea bardzo konsekwentna. Happening i teatr happeningowy Tadeusza Kantora” to prawie 300 stron opowieści nie tylko o faktach, choć od dokładnego chronologicznego opisu autorka rozpoczyna swoją analizę. Michalik pokusiła się o odnalezienie idei, inspiracji, źródeł, z jakich wyrosły pomysły artysty. Książka jest niezwykle bogato umocowana w źródłach – Michalik nie tylko odnalazła wiele tekstów, ale także obejrzała setki zdjęć, fragmentów filmowych zapisów działań Kantora. Udało jej się rozwikłać kilka wątpliwości i nieścisłości pojawiających się w dotychczasowej literaturze. Jak to przy naturze i specyfice happeningu bywa – pojawiły się także i nowe, do tej pory niezauważone. Kojarzyła fakty, elementy z codziennego życia artysty i ich prawdopodobny wpływ na powstające happeningi. 

Dzięki sumienności i dobrej dokumentacji Michalik odtworzyła drogę artystyczną, jaką w latach 60. kroczył Tadeusz Kantor. Poznajemy kolejne happeningi, dowiadujemy się nie tylko o ich przebiegu, ale także recepcji i wpływie, jaki miały na dalszą działalność Kantora. Plastyczno-teatralne formy artysty nie zostały wypreparowane z jego innej, równie ważnej działalności, choćby plastycznej czy scenograficznej. Wszystkie elementy składają się w całość tworząc czytelną i konsekwentną drogę artystyczną.

Przytoczenie faktów, uzupełnionych o interpretacje, choć zajmuje lwią część książki, nie jest jedynym elementem tej układanki. Michalik postarała się odtworzyć fenomen happeningów Kantora na tle światowej działalności tego ruchu. Mimo „żelaznej kurtyny”, utrudnionych możliwości kontaktu z Zachodem, rzadkich wyjazdów artysty a nawet chwilowych pozbawień paszportu, Kantor nie działał w próżni. Był w pełni świadomy tego, co dzieje się we współczesnej sztuce i w charakterystyczny dla siebie sposób filtrował tę wiedzę, doświadczenia, inspiracje przez siebie i swoją osobowość twórczą.

Całościowy obraz happeningowej działalności Kantora uzupełniają relacje i wywiady z uczestnikami i świadkami happeningów. Ich interpretacje, indywidualne spojrzenia wynikające choćby z roli, w jakiej uczestniczyli podczas happeningu, dodają tej bogato podbudowanej analizie świeżego, ludzkiego spojrzenia, tak ważnego przy analizie tego chimerycznego, niedookreślonego dzieła sztuki, powstałego na styku wielu form wyrazu artystycznego. Przecież happening dzieje się tylko tu i teraz, a wszelkie próby dokumentacji są już solidnym nadużyciem. Największe prawo do opisu mają właśnie świadkowie.

Michalik nie próbuje tworzyć nowego obrazu Kantora. Z opowieści o jego happeningach wyłania się obraz konsekwentnie realizującego swoje zamierzenia i przemyślenia artysty. Początkowo zachwycony happeningiem Kantor, w późniejszych latach nieco się nim rozczarował (zwłaszcza przekonaniem, że twórczość artystyczną mogą uprawiać wszyscy, bez względu na wiedzę i talent), rezygnując w dalszej działalności m.in. z partycypacji publiczności. Samej formy nie porzucił jednak nigdy, a autorka dopatruje się jej w realizacjach teatralnych Kantora – choćby w tym, że autor osobiście nadzorował i poprawiał wszystkie spektakle. Przecież pod koniec życia artysta – często i chętnie analizujący i komentujący swoją twórczość powiedział: „Ja za happening bym się dał zabić”.