piątek, 29 lipca 2016

Czarno-biała baja ("Ciemno", Teatr Lalki i Aktora "Kubuś")

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 1/2014)
Jak zmienia się świat, gdy zapada zmrok? Co dzieje się, gdy zapalimy żyrandol? Dlaczego śnieg jest biały, a ziemia czarna? Na te pytania odpowiedzieliśmy sobie – my dorośli – już bardzo dawno temu i równie dawno porzuciliśmy chęci, aby zgłębić ten temat dokładniej, tak jak dziecko, jak na przykład dwulatek.

Fot. Bartek Warzecha
– Boimy się. Ciemno – mówi junior wchodząc do ciemnego pokoju. Potem robi „pyk” i wciskając klawisz kontaktu, oddycha z ulgą, widząc zapalające się żarówki. To dla niego nie tylko zabawa, powtarzana do znudzenia przez kilka tygodni czy nawet miesięcy. To poznawanie, smakowanie świata i wielka przygoda. Przecież żyrandol może się nie zapalić, a ciemność może odsłonić coś wyjątkowego, jak świecące oczy ukochanego kotka, który pozwala ciągnąc się za ogon. Najnowsza premiera Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” przeznaczona jest właśnie dla takich eksplorujących świat maluchów.

Oparta na kontraście bieli i czerni „Jasno/Ciemno” – opowieść Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy, to właściwie zbiór etiud, historyjek opowiadających o tym, jak biel nie może istnieć bez czerni i odwrotnie. Spektakl nie ma fabuły, snuje się powoli, wręcz ospale, pokazując maluchom dziesiątki kontrastowych wcieleń bieli i czerni. Spotkać je możemy na klawiszach pianina, w zestawie nocy i dnia, w strojach,  balonikach, farbie mazanej po białym papierze, cieniu na białej ścianie. Bajka nie atakuje słowem, lecz kontekstem, gestem, hasłem i dźwiękiem. Pozwala zanurzyć się w biało-czarnym świecie i go... no właśnie... zrozumieć, tak jak może zrozumieć go kilkulatek. 

Kontrastowe laboratorium jest w pełni bezpieczne dla maluchów. Otuleni w biało-czarne poduchy mali widzowie siedzą pod białym namiotem i obserwują z bardzo bliska kameralny spektakl, w którym występuje tylko dwójka aktorów. To poważne zadanie dla Magdaleny Daniel i Błażeja Wawszczyka. Muszą skupić uwagę maluchów, wykorzystując zupełnie inne środki wyrazu niż w każdym spektaklu dla nieco starszych dzieci. Nie słowa, lecz płynne gesty, ciekawe ruchy, turlanie się, mówienie głośniejsze i cichsze, nie akcja, ale  zmiana świateł, wykorzystanie teatru cieni, wielu tworzyw, skromnych, ale ciekawych rekwizytów. 

Ta dziwna opowieść doskonale się sprawdza. Mój niespełna dwuletni junior siedział jak zaczarowany przez prawie 40 minut wstrzymując oddech, podskakując na kolanach i bacznie obserwując oboje aktorów. Nie sądziłam, że coś jest w stanie przez tak długo utrzymać go w miejscu. To chyba najlepsza pochwała dla skromnej kubusiowej opowieści, pierwszej z serii „Baja dla Najnaja”.