piątek, 29 lipca 2016

Dorosłe spektakle nie całkiem dorosłych (Teatr Żbożowy)

Agata Kulik
("Projektor" - 1/2014)
Teatr Zbożowy prowadzony przez Fundację Studio TM Doroty i Artura Anyżów – dziwnym trafem – był mi do tej pory nieznany. Nigdy nie widziałam żadnego ich przedstawienia. Sama nie wiem jak to się stało, jakim cudem, tuż pod nosem moim teatralnym. Być może wpływ na to miało moje przeświadczenie, że to teatr dziecięcy..., a więc nie dorosły, „raczkujący”. Do „Kubusia” na trzy ich spektakle weszłam więc ostrożnie i z dystansem.
Fot. Wojciech Habdas

Pierwszy – Małgorzaty Jokiel „Skrzydełka” w reżyserii Doroty Anyż i w wykonaniu najmłodszych aktorów stowarzyszenia, porusza wiele ważnych tematów. To opowieść o inności, o tolerancji (a raczej jej braku), o empatii i zawiści, o pędzie do kariery i bogactwa, ale też o mądrości i niewinności. Scenografia stworzona przez Mamerta Tomczyka przedstawia wnętrze klasy szkolnej: ławki i krzesła – to raczej przestrzeń symboliczna, która z jednej strony dookreśla miejsce, a z drugiej strony poprzez swoja prostotę daje pole wyobraźni. Ta oszczędność środków uwypukla treść i przesłanie przedstawienia, nie zaciemniając go zbędnymi ozdobnikami. Byłam zaskoczona profesjonalnym podejściem zarówno młodych aktorów jaki i ich opiekunów, którzy razem stworzyli kawałek dobrego teatru.

Następnym spektaklem tego wieczoru była „Serenada” Sławomira Mrożka, również w reżyserii Doroty Anyż. I w tym miejscu poddałam się zupełnie, bo „Serenada” to jeden z lepszych spośród widzianych przeze mnie ostatnio spektakli. Profesjonalne, dojrzale aktorstwo, bardzo trafnie wybrany tekst (zresztą kto nie kocha Mrożka?), wcale nie dziwię się, że realizacja zgarnia wszystkie nagrody na festiwalach, na których się pojawia.

Zespół Teatru Zbożowego sięgając po ten dramat, mówi znów o podobnych problemach, tylko nieco dojrzalej niż w „Skrzydełkach”. To rzecz o zazdrości, o dobrym marketingu i psychologicznym podejściu, trochę o potrzebie władzy, o żądzy, zdradzie i sprycie..., ale z wielkim poczuciem humoru (specyficznym) – jak to u Mrożka.

Niestety nie mogłam zostać na ostatnim spektaklu tego wieczoru („Obłęd” wg Krzysztonia), czego żałuje do dziś. Ale to, co zobaczyłam zmusza mnie od powiedzenia jednego. Chapeu bas!Panowie i panie czapki z głów przed utalentowana młodzieżą! A jednak nie tylko Internet im w głowie, jak próbują nam wmówić niektórzy.