sobota, 30 lipca 2016

Wytęż mózg i …. żyj! ("Kosmiczna sprawa")

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 6/2014)
Znana prawda mówi, że zaczynamy cenić to, co mamy dopiero wtedy, gdy to stracimy. W codziennej pogoni często nie zauważamy, jak zmieniają się pory roku, nie doceniamy momentów, spędzanych z najbliższymi, blokujemy swoje prawdziwe emocje, starając się niezbyt wyróżniać z otoczenia. O urokach życia, uczuciach, stanowiących istotę człowieczeństwa, naszych zmysłach, pozwalających nam smakować rzeczywistość opowiada najnowszy spektakl w Teatrze Lalki i Aktora „Kubuś” – „Kosmiczna sprawa”.

Fot. Bartek Warzecha
Sztukę napisała, a potem wyreżyserowała Agata Biziuk. Ta sama, która kilka lat temu w kieleckim teatrze wprowadzała dzieci w świat mieszkających na działce „Robali”. Tym razem autorka postanowiła zafundować najmłodszym wyprawę w kosmos, na planetę, gdzie żyją wyprane z emocji Mózgi i Móżdżki. Zainteresowane kwestią uczuć stwory wyruszają w wyprawę na Ziemię, aby poznać Wroga – ludzi, zebrać materiał badawczy, a potem unicestwić planetę. Misją dowodzi najważniejszy Mózg (w tej roli świetny – trochę straszny, trochę śmieszny Michał Olszewski).

Międzyplanetarny wymiar opowieści doskonale podkreśla scenografia i kostiumy. Krzysztof Kiziewicz prawie do zera opróżnił scenę, dodając jedynie niewielkie elementy o geometrycznych kształtach, symbolizujące planety, statki kosmiczne. W centralnym punkcie stoi parawan symbolizujący pokój dziecięcy – doskonały do multimedialnych projekcji. W kosmiczny klimat wpisały się także autorki kostiumów. Katarzynie Pielużek i Natalii Marii Mleczak należą się brawa zwłaszcza za mocno pofałdowane i miękkie jak kołderki kostiumy stworzeń z innej planety. 

Móżdżki na Ziemi – oczywiście w „ludzkim” kamuflażu typowej rodziny z synem i psem – poznają typowych przedstawicieli klasy średniej: dużo zarabiającego tatę, niepracującą mamę, która uwielbia plotki, kolorowe magazyny, a nie gotuje i nie sprząta, bo ją na to stać. Ziemianie mieszkają w domku na przedmieściach i starają się jak najlepiej wypaść przed sąsiadami. Sen z powiek spędza im tylko córka – zbuntowane dziewczę, które od zabawy z rówieśnikami woli siedzenie w swoim pokoju.
W bajkach już tak jest, że są dobrzy i źli bohaterowie. Ci dobrzy wygrywają, źli ponoszą zasłużoną karę. W sztuce Agaty Biziuk nie ma jednoznaczności. Wszyscy są trochę dobrzy, a trochę źli. Matka zamiast poznać przyczynę dziwnego zachowania córki, martwi się bardziej o to, co powiedzą sąsiedzi, ojciec marzy tylko o tym, aby jego pociecha chodziła w sukienkach. W konfrontacji z chłodno kalkulującymi mózgami okazują się jednak lepsi, bo ludzcy.

Obcy wykonują swoją misję zniszczenia planety, lecz z czasem – coraz bardziej zachwyceni ziemskim życiem - zaczynają bronić jej mieszkańców. Jedynie diaboliczny Móżdżek wcielony w psa, z uporem dąży do zagłady, ale przyczyna jest prozaiczna: z powodu ziarenek w nosie i uszach nie czuje zapachów i niezbyt dobrze słyszy.

Morał opowieści jest jasny: to, kim jesteśmy i co mamy, sprawia, że powinniśmy cieszyć się życiem, zachwycać otaczającym nas światem i nie pozwolić odebrać sobie emocji i uczuć. Te dobre nas uszczęśliwią, a złe… zawsze możemy zamienić na dobre. To przesłanie z pewnością odczytają dorośli, którzy dodatkowo mogą w krzywym zwierciadle obejrzeć współczesne relacje rodzinne, posłuchać monologu Móżdżka-Psa (groźna i straszna Ewa Lubacz) o konieczności pójścia pod prąd i manifestowania swojej indywidualności. A czy odczytają je dzieci? Przez niejednoznaczność postaci i pewne niedopowiedzenia (nie wiemy do końca, dlaczego miła Agnieszka zaczęła nagle gryźć i nienawidzić swoich rówieśników) mogą mieć z tym kłopoty. Myślę, że autorka wysoko stawiając dzieciom poprzeczkę wiedziała, co robi. W końcu nasza codzienność nie jest biało-czarna. Im szybciej nasze dzieci nauczą się rozróżniać odcienie szarości, tym lepiej.