sobota, 30 lipca 2016

Zbyszewski – bez przebaczenia (XIV Przegląd Teatrów Alternatywnych)

Agata Kulik
Fot. Wojciech Habdas
("Projektor" - 6/2014)
Przegląd Teatrów Alternatywnych organizowany przez Stowarzyszenie Artystyczne Teatr Ecce Homo stał się już stałym punktem na kulturalnej mapie Kielc. W tym roku odbył się już po raz czternasty. Jak od kilku lat na terenie Bazy Zbożowej.

W ciągu czterech dni zagrano pięć przedstawień. Zobaczyć można było dwie wystawy: fotografii Wojciecha Habdasa (por. str. 22) i rzeźby Dawida Szlufika „Devi$a” (str. 48), posłuchać koncertu grup Hilary Mala oraz Ankh.

Dzień 1

Festiwal rozpoczął genialny monodram „Od przodu i od tyłu” w wykonaniu Mateusza Nowaka i reżyserii Stanisława Miedziewskiego. Przedstawienie zostało oparte na książce (niedoszła praca doktorska, odrzucona przez Uniwersytet Warszawski) Karola Zbyszewskiego „Niemcewicz od przodu i tyłu”. Tekst, ten przedstawiający Polskę za czasów panowania naszego ostatniego króla elekcyjnego, oprócz rzetelnego opracowania historycznego (siedem lat badań: ponad 193 źródła archiwalne, setki książek i rękopisów) jest przy okazji doskonale skrojoną satyrą. Choć rzecz dotyczy nieudolnych rządów Stanisława Augusta Poniatowskiego, jego zdeprawowanych podwładnych i ich przywar, wcale nie wydaje się tak bardzo obca i odległa jak można było by sądzić.

Spektakl zaczyna się do słów zasłyszanych ponoć przez Niemcewicza w petersburskim więzieniu: Stara kurwa nareszcie umarła – mowa tu oczywiście o carycy Katarzynie. Po tych zaskakujących słowach, następuje niesamowita uwertura. To swoisty rodzaj wstępu (fragment z „Casanovy” Jerzego Żurka), ubrany przez Nowaka w formę sylabizowanej melorecytacji (niczym wprawki aktorskie do „rozćwiczenia” aparatu mowy). Wprowadza nas on w absurdalne realia świata, w jakim przyszło żyć Niemcewiczowi. Spektakl obnaża postępowanie władzy, krytykuje obłudną religijność, łapówkarstwo, nepotyzm i kolesiostwo. Nie oszczędza nikogo, ani duchowieństwa, ani króla czy magnatów sławnych rodów.

Mimo mnogości bohaterów monodram jest bardzo czytelny. Mateusz Nowak udowadnia w tym przedstawieniu swój świetny warsztat aktorski. Poczynając od monologu Casanowy w sypialni Carycy, poprzez szereg różnych ról, które znakomicie zagrał, zaznaczając zmianę postaci poprzez intonację i barwę głosu, ale również przez gestykulację, mimikę i podkreślenie strojem. Bardzo zmyślny kostium, stworzyła Magdalena Franczak, dzięki kilku, prostym zabiegom staje się on osiemnastowieczną suknią lub strojem koronacyjnym Stanisława Augusta Poniatowskiego z obrazu Bacciarellego, to znów jest strojem sarmackim.

Zbyszewski pisał językiem żywej i ostrej polemiki dziennikarskiej, którą przedstawienie Stanisława Miedziewskiego skutecznie oddaje. Spektakl ma tempo, śmieszy, a zarazem pokazuje nas samych w krzywym zwierciadle – w przedwyborczym czasie – powinien być obowiązkowym przedstawieniem dla wszystkich polityków. Jednym słowem Chapeau bas!

Kolejnym spektaklem tego wieczoru była premiera w wykonaniu gospodarzy festiwalu. Sztuka „Vattene!” według scenariusza i w reżyserii Marcina Bortkiewicza zainspirowana została m.in. filmami Felliniego i Bergmana. Nie pierwszy raz widzimy, na deskach Teatru Ecce Homo, fascynacje klasyką kina.

Tym razem na warsztat wzięto min. opus magnum Felliniego – „Osiem i pół”. W oryginale jest to portret reżysera filmowego, u Bortkiewicza – teatralnego, próbującego stworzyć kolejne wiekopomne dzieło.

Artysta nie ma jednak jeszcze jego ostatecznej koncepcji. Aktorzy odgrywają więc fantasmagorie i autobiograficzne wątki (możemy rozpoznać motywy z „La dolce vita” czy „8 ½”). Fikcyjne sceny zaczynają mieszać się z rzeczywistością, nie wiadomo co, w tym przedstawieniu jest prawdą, a co tylko grą.

Dzień 2

Przedstawienie Teatru Nikoli z Krakowa zapowiadano jako miejsce, gdzie spotykaj się starzy i odrzuceni ludzie, a jedynymi świadkami ich przeżyć są gołębie. „Stary Gołębnik” składa się z kilku scenek, które moim zdaniem traktują po prostu o życiu. A dokładniej o potrzebie miłości, o wchodzeniu w szablony, konwenanse (ciała ludzkie upchnięte w parasole), odgrywające pokracznie formy życia rodzinnego, miłości, zazdrości, wykreowane i narzucone nam przez społeczeństwo.

To spektakl o potrzebie umiłowania tego, co nieosiągalne lub wręcz przeciwnie, spełnieniu tego, co nieoczekiwane (miłość dziewczyny do księżyca). To rzecz o trudach życia, które raz, nas przygniata niczym krzyż niesiony na ramionach lub nosidła z wiadrami pełnymi wody, to znów staje wesołym niczym zabawa na huśtawce. To wir zdarzeń, które tak, czy inaczej zataczają koło. To myśl o wzniosłych rzeczach, które niczym gołębie rwą się do nieba i o tych przyziemnych takich jak niezgoda na starość i własną niesprawność. Spektakl Mikołaja Wiepriewa oparty jest na ruchu, dzięki czemu jest pojemny znaczeniowo. Choć osobiście nie przepadam za taką estetyką, przyznać muszę, że gra aktorska Dominiki Juchy mnie zachwyciła i zmusiła do refleksji.

Dzień 3

Teatr Pijana Sypialnia zaprezentował kieleckiej publiczności muzyczny spektakl „Wyjowisko” (scenariusz i reżyseria Stanisława Dembski). To przyjemna opowiastka, iskrząca się dowcipem w trochę bajkowo-klechdowej aurze. W świecie karczmarza odwaga miesza się z pijaństwem, wiedza z głupotą, do tego trochę pomyłek i zmyślonych historii, miłość, teatr w teatrze.

Wszystko to okraszone utworami Moniuszki i Chopina, przepięknie wykonanymi i dobranymi, sprawia, że ma się ochotę pozostać w tym świecie jak najdłużej. Na szczególną uwagę zasługuje, oprócz wspaniałego śpiewu i doskonałej gry aktorskiej, ruch sceniczny, który czyni to przedstawienie czymś naprawdę niesamowitym i wartym zobaczenia.

Dzień 4

„Grunwald 2000” (reż. Grzegorz Reszka) w wykonaniu Kompani Teatralnej Mamro, to ostatni spektakl tegorocznego festiwalu. Obraz Matejki zaczyna żyć własnym życiem. Jego bohaterowie niekoniecznie chcą grać narzucone im przez malarza role, chcą przemawiać własnym językiem. Niestety wśród wzniosłych ideałów, pojawiają się też przyziemne problemy i ludzkie dylematy.

Wielka rewolucja postaci z obrazu, została niestety nie do końca zrozumiana przez historyków i krytyków. Mamro zachowuje idealne proporcje między dobrym dowcipem i humorem, a przepchniętą mimochodem gorzką prawdą o władzy i polityce.

Tegoroczny przegląd, choć być może uboższy w spektakle od poprzednich edycji (brak sponsorów) z całą pewnością był treściwą uczta dla wielbicieli teatru alternatywnego.