sobota, 30 lipca 2016

Kordian bolesny (Juliusz Słowacki "Kordian")

Agata Kulik
("Projektor" - 3/2015)
Inscenizacja wielkiego dramatu Juliusza Słowackiego w reżyserii Piotra Szczerskiego, to ostatnia w tym sezonie premiera w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. „Kordian” bierze udział w Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”, realizowanym dla uczczenia przypadającego w 2015 r. jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce.
 
– To adaptacja „Kordiana” na miarę naszych czasów. Spektakl jest bolesny… do bólu, rzec by się chciało – mówi reżyser. W założeniach dyrektora teatru to przedstawienie-diagnoza naszego kraju, który od kilkuset lat, ciągle wpada w wir historii. Wedle Piotra Szczerskiego, w naszym, na pozór wolnym państwie panuje ciągłe zniewolenie, mające swe źródła jeszcze w komunizmie. Reżyser „Kordian” stawia przed widzem proste pytanie: uległość czy niepodległość?

W foyer witają gości słowa piosenki Marii Peszek „Sorry Polsko”. Reżyser swoim przedstawieniem chce wejść z jej opinią w polemikę. – Będzie pięknie zobaczyć, choć garstkę młodych ludzi (no może nie tylko młodych!) wstydzących się pokolenia ciepłej wody z kranu, wstydzących się głosu Marii Peszek: „Sorry Polsko, (…) Nie oddałabym ci Polsko, ani jednej kropli krwi”. Sorry Mario, myślę, że są jeszcze ludzie, którzy wyznają inne wartości, dla których Polska znaczy coś zupełnie innego – mówi Szczerski.

„Kordian” dzieje się w Polsce, która jest przedstawiona jako szpital psychiatryczny. Co prawda jest on otwarty, bo przecież możemy z niego uciec (jak miliony Polaków na emigrację). „Kordian 2015” (jak nazywa go często reżyser) skupia się na części dramatu zwanej „Przygotowaniem”, w której diabły stwarzają nowych przywódców dla naszego kraju oraz na koronacji Cara i buncie Kordiana przeciw niemu. Diabły, to u Szczerskiego goci (nie germańskie plemię, ale reprezentanci współczesnego stylu gotyckiego w muzyce i literaturze – red.) w glanach z demonicznym makijażem. Śpiewając swe zaklęcia do muzyki Zygmunta Koniecznego, mieszają w wielkim saganie pastorałami ozdobionymi pentagramem. Kocioł zaś przypomina wrak rządowego TU-154. Jedną z ładniejszych wizualnie scen przedstawienia są „narodziny” Kordiana, który wychodzi z kotła, niczym ze skorupki jaja, rozwalając „wrak samolotu” na części. Niestety tytułowa postać (grana przez Mateusza Rzeźniczaka) została w tym spektaklu przyćmiona przez doskonale zagranego Wielkiego Księcia Konstantego (znakomity Krzysztof Grabowski) oraz Cara – Wojciech Niemczyk – który u Szczerskiego – w dobrze skrojonym garniturze i przylizanych na żel włosach przypomina Putina. Scena, w której Car rozmawia z Księciem, to moim zdaniem najlepszy aktorsko fragment w całym spektaklu.

W „Kordianie” Piotr Szczerski użył także technik audiowizualnych. Wyświetlane są sceny m.in. mordu żołnierzy polskich w Katyniu, ubranych w barwy narodowe kibiców czy koronacja Cara przez biskupa – Szatana. W spektaklu reżyser uwypukla również narodowe problemy Polaków na przestrzeni wieków. Zobaczyliśmy więc, oprócz Katynia, wątek Powstania Warszawskiego, do którego klęski przyczynili się Rosjanie. Szczerski oskarża też polityków z pierwszych stron gazet: m.in. Donalda Tuska, Ewę Kopacz, Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Wałęsę. Jeżeli przedstawienie miało być współczesne, to z pewnością odwołania do współczesności w nim były, choć dla mnie to raczej osobiste rozliczenia reżysera i jego pokolenia z przeszłością. Oczywiście jest patriotycznie, ale i bardzo politycznie.

Obywatele-mieszkańcy „psychiatryka” walczą drewnianymi mieczykami z duchami (?), zamiast z tym, co zabija ich naprawdę. Są manipulowani przez władzę i media (m.in. „Gazetę Wyborczą”) i nie mają odwagi by zabić Cara – uosobienie niewoli. Jedynie Kordian, w piłkarskiej koszulce bramkarza z godłem Polski, stara się kraj godnie bronić. Ostatnia scena, w której Dawid Żłobiński w roli Szatana nagrywa kamerą publiczność, jednocześnie wyświetlając „na żywo” jej obraz (zabieg znany, choćby z przedstawienia „Persona. Marilyn” Krystiana Lupy) czyni ją – tym samym – współodpowiedzialną za obecny stan naszego kraju. Szczerski gani nihilizm i marazm społeczeństwa.

Scenografia w spektaklu, którą zaprojektował Jerzy Sitarz jest – w formie – bardzo prosta. Składa się na nią stelaż przypominający więzienne kraty, z których, z wysokości – na zniewolony naród – patrzy Car. Kostiumy łączą w sobie współczesność ze strojem z epoki, co dodatkowo podkreśla historyczną ciągłość zniewolenia (w różnej postaci) Polski.

Dla mnie osobiście spektakl jest trochę zbyt oczywisty i dosłowny (np. goci w roli diabłów). Natomiast z pewnością ma jasny i czytelny przekaz. Być może o to właśnie Piotrowi Szczerskiemu chodziło.