piątek, 29 lipca 2016

To lustro jest pęknięte (Anna Błachucka, "Ostatni chłop")

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 1/2014)
Czytając dramat Anny Błachuckiej „Ostatni chłop” przywołałem cytat z wcześniejszego o 50 lat tekstu „Kondukt” Bohdana Drozdowskiego: U nas na wsi, panie, to wielka rzecz. Kurewstwo dobre w mieście, między domami, jak taki tłum, człowiek człowieka nie zna. Na wsi inaczej. Pozostajemy wciąż na obszarze archipelagu tradycyjnej, twardej, chłopskiej etyki.

To etyka fascynująca polskich romantyków zapatrzonych w traktaty Herdera, piątego wieszcza Wyspiańskiego czy twórcę współczesnego reportażu literackiego – Stanisława Reymonta („Pielgrzymka do Jasnej Góry”). Etyka pozwalająca inteligentowi, szlachcicowi, „miastowemu” przeglądać się w niej jak w lustrze. Pamiętajmy jednak, że zarówno w mickiewiczowskich „Dziadach” czy „Weselu” Wyspiańskiego, drapieżnych dramatach Jana Augusta Kisielewskiego („W sieci”) wyrastające z ludowych korzeni tradycja i moralność traktowane były instrumentalnie.

To ledwie pretekst dla rozważań historiozoficznych, narzędzie ideowe. Gdyby Mickiewicz urodził się we Francji znalazły drogę podobną do Chateaubrianda. Zamiast wileńsko-kowieńskiego kmiecia mielibyśmy szlachetnego dzikusa. To tylko sztafaż. Realna chłopskość, traktowana poważnie pojawia się w polskiej literaturze (zatem również w dramacie) dopiero po II wojnie światowej.

„Ostatni chłop”, którego fragmenty przeczytali w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Kielcach Mirosław Bieliński i Szczęsny Wroński, to tekst dramatyczny przynależący do nurtu, którego najwybitniejszymi przedstawicielami są: Tadeusz Nowak, Julian Kawalec, Marian Pilot i Wiesław Myśliwski. Nurtu ukazującego – w tytule słynnego eseju Myśliwskiego – „kres kultury chłopskiej”.

Na styku z ideologią, nowoczesnością, postmodernistycznym korporacjonizmem ulega erozji tradycyjny system wartości, kultywowane od wieków przywiązanie do ziemi, religii, uświęconego porządku. Anna Błachucka stosuje tu chwyt znany z „Emigrantów” Mrożka – zderzenia chłopa z inteligentem. Spotkanie w sanatorium doktora filozofii (nie wiem tylko dlaczego decentrysty, gdy jego poglądy to raczej determinizm) Andrzeja Korycińskiego z Franciszkiem Bąkiem (tytułowy bohater), to nie tylko pretekst do oskarżenia współczesności, ale jasny przekaz: w obliczu ginącej i obcej dla niego tradycji przybysz z miasta staje się bezradny. Metamorfoza moralna cynika, powrót do religii, namysł nad własnym życiem. Autorka stara się przekonać widza, że ocalić nas może tylko powrót do korzeni.