niedziela, 31 lipca 2016

Jak leczyć cybermanię? (Rocznica Teatrzyku Mimo To)

Agata Kulik
("Projektor" - 6/2015)
„Teatrzyk Mimo To” to kielecki zespół pantomimy, w którym grają dzieci niesłyszące i niedosłyszące. Dlaczego nazywa się Mimo To? Czy dlatego, że dzieci, które w nim występują, robią to na przekór przeszkodzie, jaką jest brak słuchu? Myślę, że była by to dla nich nieco krzywdząca interpretacja. 

„Teatrzyk Mimo To”, to teatr nad wyraz dojrzały, świadomy scenicznie. Podczas ich spektakli nie widać zmagań z materią. Wydaje się, więc, że robią to na przekór innym, bo ja na scenie nie zauważyłam w nich żadnych ograniczeń.

„Teatrzyk Mimo To” powstał dziewięć lat temu i mieści się przy Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Kielcach. Ma on na swym koncie sporo nagród i wyróżnień. Ostatnio przedstawieniem pod tytułem „Piotruś Pan” wygrał, po raz czwarty, Ogólnopolski Przegląd Teatrów Dzieci i Młodzieży z Wadą Słuchu. Przegląd ten odbywa się cyklicznie w Szczecinie na deskach Teatru Lalek „Pleciuga”.
Teatrem na co dzień opiekują się panie Małgorzata Kardasińska-Kolasa oraz Magdalena Kuta. To one tworzą adaptacje, reżyserują i projektują scenografię do przedstawień. 

Teatr pantomimy to specyficzny rodzaj teatru. Tu ważne są emocje, ruch, gestykulacja.
– Nasi aktorzy są często, sami z siebie, bardzo ekspresyjni. Język migowy, którym się posługują, to przecież język gestów, ruchu ciała. Dlatego jest to poniekąd dla nich pewne ułatwienie. Zmysł słuchu zostaje u nich zastąpiony umiejętnością przekazywania informacji za pomocą swojego ciała – mówi Małgorzata Kardasińska-Kolasa – adaptując scenariusz mamy przed oczami konkretnych członków naszego zespołu, ich specyfikę ruchu, która dla każdego z nich jest inna, charakterystyczna, niemal jak barwa głosu dla aktora w tradycyjnym teatrze. 

Po raz kolejny, zostałam w Kielcach miło teatralnie zaskoczona, oglądając spektakl „Kleks kontra cybermania”. „Teatrzyk Mimo To” swym występem uświetnił obchody 25-lecia Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Podczas przedstawienia pomyślałam, że w zasadzie stałym miejscem tych aktorów powinien być raczej Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” (gdzie również prezentowali „Kleksa” – red.). Nad wyraz dojrzały teatr dla dzieci, zagrany przez dzieci. 

Spektakl „Kleks kontra cybermania” pokazuje dwie postawy – Dziewczynki (Daria Szewczyk) zaczytanej w książkach i Chłopca (Bartek Jańczak) grającego ciągle w gry komputerowe, którego nie obchodzi zupełnie jakikolwiek obszar życia poza cyberprzestrzenią. Próby zaciekawienia go przez Dziewczynkę bajkami kończą się fiaskiem. Do akcji wkracza wiec, ktoś kto miał większe doświadczenie z wychowaniem niesfornych chłopców – Pan Kleks (Kamil Ziętek). Niestety zabiegi i starania Pana Kleksa wydają się bezskuteczne. Szereg przyprowadzonych chłopcu postaci z bajek nie wzbudza w młodym cybermaniaku najmniejszego zainteresowania. Jedynie na chwile, uznanie w oczach Chłopca zdobywa piękna Esmeralda (w tej roli Żaneta Panowicz). Ale dziewczyna zauroczyła go tylko na króciutką chwilę, tak jak ulotne bywają młodzieńcze zauroczenia. Na Chłopca nie działała szarpanie za uszy Pipi (Joanna Więckowska) ani nawet coraz to nowe czary Pana Kleksa. Okazuje się, że jednak na wszystko sposób, w tym wypadku to po prostu brak prądu, który sprawia, że młodzieniec daje się przeciągnąć na dobrą stronę mocy – na stronę wyobraźni. 

„Kleks kontra cybermania” to nie tylko spektakl o wyższości czytania nad graniem w gry komputerowe. To przedstawienie o braku komunikacji i braku rozwijania wyobraźni. Wszystko można mieć dziś podane na tacy, ale zbyt proste rozwiązania rozleniwiają, tworząc pokolenia myślące szablonowo, niezdolne wyjść często poza schemat. To przedstawienie proste i zrozumiale dla przeciętnego widza, ale jednocześnie mądre w przekazie i nie pozbawione humoru. Salwy śmiechu wśród publiczności wzbudziła perfekcyjnie wykonana rola Kaczki Dziwaczki. Arkadiusz Czyż zagrał ją z dystansem godnym podziwu dla nastolatka pokazując jednocześnie swój profesjonalizm.