piątek, 29 lipca 2016

Tożsamość fantomu ("Sukkuba", Teatr Ecce Homo, reż. Marcin Bortkiewicz)

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 1/2013)
Marek Kantyka z kieleckiego Teatru Ecce Homo otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora za rolę Snauta w spektaklu „Sukkuba” na III Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Studenckich w Warszawie.

Fot. Wojciech Habdas

„Sukkuba” w reżyserii Marcina Bortkiewicza to adaptacja „Solaris” Stanisława Lema. Jedna z najbardziej pojemnych znaczeniowo, wymykających się interpretacji – obok „Ulissesa” Joyce’a, trylogii Franza Kafki czy powieści Becketta – książek XX w. kusi i wymusza na scenarzyście wybór jednego z wątków. „Solaris” można zaadaptować w duchu filozoficznego mistycyzmu jak zrobił to Andriej Tarkowski lub wyeksponować wątki bez mała freudowskie z dodatkiem nieobecnych w pierwowzorze retrospekcji – to z kolei wersja Stevena Soderbergha. Za każdym razem będzie to jednak tylko interpretacja, poruszanie się w obrębie jednej lub dwóch płaszczyzn powieściowych.

Bortkiewicz skoncentrował się na wątku egzystencjalnym, relacji Krisa Kelvina (Karol Górski) z nieżyjącą, zjawiającą się pod postacią fantomu, jego żoną Harey (Agata Orłowska). Odrzucił rozbudowaną w powieści warstwę naukową (historia nowej gałęzi nauki zwanej solarystyką), opisy oceanu, dociekania czy Solaris ma naturę boską. Spośród towarzyszy Kelvina pozostawił tylko Snauta (Marek Kantyka). To konsekwencja pominięcia rozważań naukowych i eksperymentów, którymi u Lema zajmuje się Sartorius. Ocean Solaris, zasugerowany leciutkim, pulsującym światłem na ścianie po prostu jest. Bohaterowie orientują się w jego sile sprawczej, ale nic ponadto.

Istotniejsza jest relacja Krisa z Harey. Czy fantom (określany w spektaklu zgodnie z demonologią sukkubem – natura, którego (-ej) podkreśla romantyczna ikonografia, purpurowej sukni Blake’a, powtarzana później w symbolice modernistycznej) to okazja do odkupienia win? Wszak Kelvin obwinia się o jej samobójczą śmierć. Czy to rodzaj tortury umysłu? Ta eschatologia kosmiczna ujawnia się w obecności/ nieobecności Snauta, enigmatycznego, przeżywającego swój dramat obserwatora/ uczestnika obok pary głównych bohaterów.

Nie poznajemy odpowiedzi. Bortkiewicz konstruuje opowieść o powstawaniu i rozpadzie tożsamości. Gdy fantom Harwey zyskuje świadomość swego bytu (?) Kelvin zaczyna wątpić w naturę swej cielesności, w istnienie. Najistotniejszym elementem scenografii jest lustro, które odbija świat, ale i zniekształca. Kris Kelvin zaczyna przypominać Deckarda, zabójcę robotów z powieści Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”, który zaczyna podejrzewać, że sam jest maszyną. Stawia – jak bohaterowie większości przedstawień tegorocznego festiwalu – odwieczne pytanie ludzkości: kim jestem?

Tożsamość, najważniejszy z konstruktów opowieści najwybitniejszych twórców SF drugiej połowy XX w. – Lema i Dicka – zyskuje nowy, interesujący teatralny wyraz.