sobota, 30 lipca 2016

Trzeba grać ostro (Wywiad z Piotrem Szczerskim)

Paulina Drozdowski
("Projektor" - 4/2014)
Ten wywiad nie jest podsumowaniem sezonu. Albo nie jest tym poprzez oczywiste pytania i odpowiedzi. To także nie czas jubileuszu, ale po 22 latach kierowania kielecką sceną dramatyczną Piotr Szczerski może powiedzieć, że jego teatr zdobywa najwięcej nagród ze wszystkich w Polsce. Oto punkt wyjścia. Z dyrektorem Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach rozmawia Paulina Drozdowska.

Panie Dyrektorze, finał plebiscytu o Dziką Różę przeżywaliśmy niedawno, a wiemy już, że teatr zdobył kolejną nagrodęZłotego Yoricka w 18. edycji Konkursu Szekspirowskiego w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Dotarła także wiadomość o nominacji kolejnego kieleckiego przedstawienia do następnego festiwalu. Na Ogólnopolskiej Talii zobaczymyJakisia i PupczeHanocha Levina w Pańskiej reżyserii.
Rzeczywiście. Ogromnie się cieszę, zwłaszcza, że spośród pięćdziesięciu pięciu zgłoszonych sztuk, wybrano sześć. Znaleźliśmy się w świetnym gronie. Talia to festiwal komediowy z dużymi tradycjami. To dla mnie też trochę powrót do wspomnień. Z Jurkiem Sitarzem i Krzysztofem Wieczorkiem zwyciężyliśmy przed laty w pierwszej edycjiPróbamiSchaeffera. Myślę, że o poziomie tego festiwalu świadczy także to, że zauważa się taką tragikomedię, jak tekst Lewina.

No właśnie wspomnienia. JakiegoŻeromskiegozastał Pan przed laty? Kiedy objął Pan stanowisko ten teatr był przecież zupełnie inny...
Był zupełnie inny. Na to wpływa także panujący obecnie ustrój. Niedawno obchodziliśmy 25-lecie tak zwanej wolności. Mówię tak zwanej, bo można żywo o tym dyskutowaća w ogóle, czy mamy w sobie? To trochę inna kwestia, ale ustrój niewątpliwie wpływał na to, jakie były wtedy teatry w Polsce na prowincji. Oprócz Krakowa i Warszawy wszędzie było prowincjonalnie. Prowincjonalny i zapyziały był tu teatr. Rocznie sprzedawało się po 300 biletów z kasy. Grało niemal wyłącznie lektury szkolne po okolicznych domach kultury. To był objazdowy teatr. Słaby artystycznie. Aktorzy zaniżali poziom, nie do końca ze swojej winy. Takie były realia. Najgorsze w tym było to, że upadło morale. Gdybym wiedział, jak trudna droga mnie czeka, pewnie nie zdecydowałbym się na kierowanie teatrem. Czasem lepiej nie wiedzieć. (uśmiech)

Dziś kielecka scena święci triumfy. To przecież nie dzieło przypadku. Jak Pan zmieniał ten teatr na przestrzeni lat?
Jasne, że to nie dzieło przypadku. Zmieniał się ustrój to jedno. Zmiany przeprowadzałem ja, to drugie. Reforma tego teatru zajęła mi kilkanaście lat. To instytucja zależna od wielu struktur, to nie jest przecież mój prywatny teatr. Przede wszystkim wprowadzałem tu idee, które wyniosłem z pracy przy Teatrze 38 w Krakowie. Teatrze studenckim, awangardowym, pełnym młodości, wiary świeżego spojrzenia. Walczyłem o to. Wciąż jestem optymistą. Najważniejsza jest idea teatru, przecież mamy do czynienia ze sztuką. Szukam ludzi, którzy patrzą w tym samym kierunku, co ja. Może nie podobnie, bo przecież nie o to chodzi, ale czują ideę. Stawiam na zespół. Teraz jest świetnie, ale nie zawsze słuszność moich wyborów, była oczywista dla wszystkich. Niejednokrotnie próbowano mnie stąd wyrzucić. Przeżyłem zwolnienie, od którego uratowała mnie decyzja Ministra Kultury, przeżyłem nakaz przeniesienia tego teatru do KCK-u. Gdybym nie miał w tym wszystkim także łutu szczęścia, nie byłoby tu dziś tego teatru, tylu sukcesów.

Wspomniał Pan o problemach, które napotykał. W tym roku zmniejszono dotację na teatr.
Walczyłem i będę walczył. Nasz teatr na to zasługuje, tym bardziej teraz. Wierzę, że władze też to widzą. Jest trochę lepiej. Trzeba pamiętać, że teatru na wysokim poziomie nie da się prowadzić bez pieniędzy.

A aktorzy, czy jest konkretny artysta, którego chciałby Pan mieć w swoim zespole? Jakiś aktor-marzenie i sztuka-marzenie.
Zdecydowanie nie. Uważam, że mam świetny zespół. Dziś chcą tu pracować i młodzi, i starsi. Jest bardzo wielu chętnych. Zwłaszcza młodych po szkołachco cieszy. Praca tu jest dla nich ciekawsza, często okazuje się większą szansą i rozwojem. Interesują mnie jednak ludzie oddani sprawie, to też ich osobiste, trudne życiowe wybory. Jeślichcą grzać ławęw Warszawie, pogrywać w serialach i reklamach, to raczej nie ma tu dla nich miejsca. Wszystko to też kwestia terminów. Tak sobie myślę, że stoimy na takim poziomie, że jeśli byłaby tu wielka rola w jakiejś sztuce np. dla Jerzego Treli (mojego ulubionego aktora), jeśli pozwoliłoby mu zdrowie, myślę, żeby nie odmówił.

Dziką Różę zwyciężyłTwardy gnat....Pakuły i Rysovej. Czy publiczność tego teatru nauczyła się wyczuwać, co dobre? Czy w Kielcach panuje moda na awangardę, młodych twórców, bo oni przynoszą później nagrody, a ludzie myśląświetnie znamy się na teatrze?
Może coś w tym jest. ChoćTwardy gnat...to przede wszystkim świetna rola Andrzeja Platy. Jest w niej showmanem, wykonuje niemalże stand-up, na granicy improwizacji. U nas w teatrze robi się takie odważne rzeczy. Pamiętajmy, że drugie miejsce w plebiscycie zajął bardziej klasycznyJakiś i Pupcze, aMisjaEweliny Marciniak jednak nie cieszy się dużym powodzeniem.

Sama formuła oddawania głosów przez cały rok chyba nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, prawda?
Tak, niepotrzebnie chciałem to zmienić. Wracamy do głosowania przez tydzień. Najważniejsze, że mamy jedyne takie w Polsce święto teatralne, nasze wewnętrzne.

Co nas czeka w przyszłym sezonie? Ta sama idea prowadzenia teatru obowiązuje?
Niezmiennie. Będzie różnorodnie i ostro. Ale to nie zawsze oznacza nagość czy ostrą obyczajowość. Chcę, żeby mój najnowszy spektakl przygotowywany na 17 wrześniaHemar. Poeta przeklętybył ostry ideowo i w odbiorze. Teatr też trzeba prowadzić ostro. Ten sezon będzie oscylował wobec silnych, autorskich osobowości Hemara, Żeromskiego i Herlinga-Grudzińskiego. Wrócą też autorzy sukcesów Mateusz Pakuła i Wiktor Rubin z Jolą Janiczak, by dokończyć swój tryptyk; poJoannie Szalonej; KrólowejiCarycy Katarzynie” – „Elżbieta Batory.

Dziękuję za rozmowę.