niedziela, 31 lipca 2016

Karuzela życia i śmierci z trumną w tle („Wszyscy chcą żyć” Hanocha Levina)

Agata Kulik
("Projektor" - 2/2016)
Lunapark, karuzela, wesołe miasteczko z jednej strony, to wszystko łączymy z zabawą, rozrywką. Z drugiej strony to sceneria, która często kojarzy nam się z grozą, adrenaliną, a nawet horrorem. Karuzela zaś, to często synonim życia, które się kręci tak szybko, że zdajemy nie widzieć albo zapominać o ważnych sprawach oraz o tym, że kiedyś się kończy.

W takiej scenerii umiejscowił właśnie swój spektakl Dawid Żłobiński, który dramatem „Wszyscy chcą żyć” Hanocha Levina zadebiutował na kieleckiej scenie Teatru im. Stefana Żeromskiego, tym razem jako reżyser. Sztuka izraelskiego dramaturga miała jednocześnie w Kielcach swoja polską prapremierę, która głośno odbiła się echem w mediach, a to m. in. za sprawą konkursu związanego z przedstawieniem, w którym do wygrania jest trumna. Nagroda kontrowersyjna – być może dlatego, że w naszej kulturze o śmierci się nie rozmawia, nie wywołuje się wilka z lasu, tym bardziej ze śmierci się nie śmieje, czy nie żartuje.

Jak można się spodziewać spektakl jest o śmierci, a może raczej o bezwarunkowej chęci życia. Ile razy narzekamy na nasze życie, ile razy powtarzamy, że nie ma sensu, najczęściej z błahych powodów. Hrabia Pozna (w tej roli Krzysztof Grabowski) też z życia był niezadowolony. A wszystko to z powodu musztardy dijon, a w zasadzie z powodu braku musztardy dijon, zamiast której musiał spożyć sarepską.

Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy zjawia się Pod-Anioł Śmierci (Edward Janaszek) – wtedy sarepska wydaje się być najwspanialszą musztardą, ba nawet bez musztardy jedzenie wydaje się być wyśmienite. Cóż w spektaklu Pozna ma czterdzieści parę lat, w oryginale Levina pięćdziesiąt, niby nieduża różnica, lecz dla niektórych wydaje się kolosalna. 40 lat to jeszcze młodzieniec, dla innych 50 lat to już starzec. Co ciekawe granice te przesuwają się wraz z naszym wiekiem. Widać to doskonale, kiedy Hrabia rozmawia ze swoimi rodzicami o umieraniu. Czemu tak się dzieje? Bo żyjemy jak Hrabia Pozna – uciekamy od śmierci, żyjąc jakby nie dotyczyła tylko nas.

Tak jak Hrabia, kiedy przyjdzie wiadomość o końcu nieuchronnym, człowiek próbuje się układać ze śmiercią. Hrabia wytargował, iż może w ciągu trzech dni znaleźć za siebie zastępstwo. Zadanie to wydało mu się nad wyraz proste. Przecież tylu ludzi nienawidzi swojego życia, tylu ludzi go kocha, no a w końcu przecież ma pieniądze – na pewno znajdzie się wielu chętnych, nie tylko jeden. Niestety okazuje się, że jednak jak to mówi Pozna: Cóż za tragedia, wszyscy chcą żyć! Okazuje się, że życie dla każdego ostatecznie ma nieocenioną wartość, nawet dla tych, którzy umrą za chwilę, dla starych, kalekich i niedołężnych. Żłobiński przedstawia wszystkie te postacie niczym swoisty danse macabre – ludzi półżywych, półumarłych. Wirujących na karuzeli, ale nie chcących z niej zejść. Te drugoplanowe role były naprawdę świetnie zagrane, a sceny zbiorowe były, jak dla mnie, najlepszymi w całym spektaklu. Wraz z muzyką na żywo nieocenionego zespołu Tempero przenosiły w fantasmagoryczny, upiorny, ale jakże prawdziwy świat.

Hrabia Pozna nie daje za wygraną i upokarza się na różne sposoby, by zastępstwo za siebie znaleźć – pokazuje jak wiele może człowiek znieść, by tylko żyć, ale czy życie bez jaj ma sens? Dla Pozny mimo wszystko ma.

Moim zdaniem był to udany debiut Dawida Żłobińskiego w nowej roli, choć i jego aktorska cząstka, w postaci kreacji służącego Bamba, była godna uznania. Bardzo przypadła mi do gustu scenografia – mroczna, symboliczna zaprojektowana przez Hannę Szymczak. Role drugoplanowe – perfekcyjne. Pomysł z muzyką na żywo, był również trafiony w dziesiątkę. Klezmerski zespól z Krakowa – Tempero wprowadził do spektaklu niezapomnianą atmosferę i stanowił jakość samą w sobie.

Premierze towarzyszyła też, kontrowersyjna już od paru lat, wystawa zdjęć z kalendarza producenta trumien „Lindner”. Seksowne półnagie kobiety pozujące przy trumnach, jednych szokują i obrażają. Innym mówią, że wszystko to jest również częścią naszego życia, częścią, o której nie chcemy pamiętać, ale może warto się z nią oswoić, bo jest naturalna i nieuchronna.