sobota, 30 lipca 2016

Mało kto wie, czym to się różni... (Publikacja dramatów Mateusza Pakuły)

Paulina Drozdowska
("Projektor" - 4/2014)
Eva Rysova zrealizowała w tym sezonie, w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach jedną z części dyptyku dramatycznego Mateusza Pakuły w spektaklu zatytułowanym „Twardy gnat, martwy świat”. Już drugi tekst tego autora wystawiany na deskach kieleckiej sceny, to nie przypadek. Ceniony przez publikę i „środowisko” Pakuła staje się gwarantem udanego, a na pewno interesującego przedstawienia.

Pochodzi z Kielc. Tu dorastał i stawiał pierwsze kroki w pisarstwie. Bawił się w poezję, ale jak sam przyznaje – to był tylko etap. Kształcił się w Liceum im. Stefana Żeromskiego, by po latach wrócić do innej kieleckiej instytucji niosącej imię tego patrona – do teatru, jako dramaturg i dramatopisarz (ale mało kto wie, czym to się różni – pisze Pakuła w „Białym Dmuchawcu”). Ten sezon teatralny zakończył się dla niego nagrodą, na którą czekał. Wcześniej nominowany już czterokrotnie. W tym roku wykrzyknął „nareszcie” i odebrał Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną za „Smutki tropików”.

Pakuła jest autorem trzech wydanych tomów dramatów, dwukrotnym finalistą Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej – za „Białego Dmuchawca” i „Konrada Maszynę”. Jest także laureatem wielu innych nagród. Każda niemal sztuka okazuje się sukcesem. Jego teksty znajdują realizacje sceniczne w teatrach rozsianych po całej Polsce, m.in. w Kielcach, Krakowie, Wrocławiu. Współpracuje z młodymi reżyserami, wśród nich: Eva Rysova, Julia Mark, Weronika Szczawińska, Paweł Świątek czy Bartosz Szydłowski. Pakuła jest autorem niekonwencjonalnym, odważnym, oryginalnym. Potrafi na przykład publicznie przyznać, że jeden z utworów napisał z kilkuletnim bratem Marcinem Pakułą.

Pisarz jest aktualnie jednym z najbardziej liczących się w Polsce dramaturgów, rozchwytywanym przez młodych twórców teatralnych. Każdy z jego utworów jest niepowtarzalną, odrębną całością. Chciałabym powiedzieć genialną, to chyba nie nadużycie, bo te dramaty czyta się niczym bestsellery, które mają sprawiać, że nie można się od nich oderwać. Należy jednocześnie zauważyć, że teksty tworzą całość. Bez trudu można rozpoznać ich autora.

Pakuła układa swoje dramaty z różnorodnych tekstów kultury. W tym komponowaniu jest tak wiele inwencji, że można by pomyśleć, że to utwory pisane od nowa, tymczasem to rozmyślne kolaże. Pakuła sięga po dorobek kultury wysokiej i „śmietnik” kultury popularnej. Mocno posiłkuje się kinem. Jak sam mówi, wcale nie chodzi o sięganie po kody, które są nie do odczytania. To nie te czasy. Jego teksty są współczesne, zdarzają się wątki biograficzne („Biały dmuchawiec”, „Twardy gnat, martwy świat”). Są uporządkowanymi strukturami, przeważnie podzielonymi na części, a nie na akty („Mój niepokój ma przy sobie broń”). Co ciekawe, raczej rezygnuje z przecinków. Ale nie z didaskaliów – dialogi i monologi na kształt uwspółcześnionych „monologów Kordiana” są najważniejsze, ale tekst poboczny także się liczy. Dramaturg uważa, że reżyser nie powinien ich lekceważyć, choć nie wymaga, od twórców, z którymi pracuje sztywnego trzymania się litery tekstu.

Jego utwory są pełne ironii, czarnego humoru, groteski. To rzuca się w oczy najszybciej podczas czytania dramatów Pakuły. Drugą sprawą jest tajemnica, którą zawierają – życie, próba jego metafory, a nie opisu. Codzienność z jej problemami, choć mam wrażenie, bardziej widoczny jest tu jej transgresyjny charakter. Przekroczenia, które człowiek musi przeżywać, w związku z codzienną egzystencją, albo których przyjąć nie chce i je odrzuca („Miki mister DJ”). W ogóle teksty Pakuły mają filozoficzność zawoalowaną czarnym humorem. Pakuła lubuje się w zbrodniach, okropnościach i okrucieństwie ludzkiej natury. Bywa obrzydliwy i dosadny (Wyspa Hibakusza w „Moim...”). Nie tylko, gdy pokazuje do czego zdolny potrafi być człowiek w skrajnych sytuacjach, ale i w codzienności. Humor tworzy poczucie dystansu, ale widać wrażliwość autora na wiele problemów – tych mogących się wydawać odległymi, globalnymi i na osobiste dramaty. Pakuła szuka nowego języka, którym mógłby wyrazić emocje – deklaruje przy tworzeniu „Mojego...”, pierwszej jego sztuki wystawianej w Kielcach.. Jakby za Lacanem uważał, że to, co nie nazwane, nie istnieje. 

Pakuła jest młody, „żyjący” jeszcze wiele napisze, oby nie „ustąpił miejsca innym”, jak zapowiedział po otrzymaniu wyróżnienia w Gdyni. I oby pojawiał się w Kielcach, by tu pracować i odbierać laury, jak podczas finału plebiscytu o Dziką Różę, gdzie między innymi wystąpił, by zgarnąć nagrodę w imieniu babci swojego synka. Może kiedyś ułożą dramat wspólnie?