sobota, 30 lipca 2016

Tureckie cienie w pantomimie („Pan Bam i ptak Agrafka”, „Sklepy cynamonowe”, „Misiaczek”)

Agnieszka Kozłowska-Piasta
("Projektor" - 2/2015) 
Trzy premiery: „Pan Bam i ptak Agrafka”, „Sklepy cynamonowe”,
„Misiaczek” i naprawdę niezłe pieniądze z programów operacyjnych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – trzeba przyznać, że Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” rozpoczął jubileusz 60-lecia z prawdziwym rozmachem.

Te spektakle wnoszą nową jakość do repertuaru
kieleckiej sceny i powinny zadowolić każdą publiczność.
„Pan Bam i ptak Agrafka” to wzruszająca
zachwycająca wizualnie opowieść bez słów. Aktorzy
z „Kubusia” zmierzyli się z trudną i wyjątkowo
wymagającą formą scenicznej pantomimy. Wspierał
ich reżyser spektaklu i scenograf w jednej osobie:
Bartłomiej Ostapczuk, mim i założyciel Warszawskiego
Centrum Pantomimy oraz Teatru Pantomimy Mimo.
Nie do przecenienia jest także rola grającego
główną rolę aktora Andrzeja Kuby Sielskiego, od lat
praktykującego „niemą sztukę”, zafascynowanego
pantomimą. Sielski jest autorem opowiadania „milcząco”
przeniesionego na deski kieleckiej sceny. Pan Bam
to nieco roztargniony i bardzo samotny człowiek
o gołębim sercu, który zaopiekował się dziwacznym
ptakiem o złamanym skrzydle. Co dzieje się dalej?
Wyleczony ptak opuszcza swojego opiekuna, a ten
czuje się jeszcze bardziej samotny i ze złamanym
sercem wyrusza na poszukiwanie ukochanego
pierzastego stwora.

Opowieść, jakich setki w książkach dla dzieci, dzięki
formie pantomimy nabrała nowych, niezwykle subtelnych
znaczeń, pastelowych kolorów i odcieni. To już
nie zwykła bajka dla dzieci, ale oniryczna przypowieść
o samotności, nie zawsze idealnym uczuciu i pogoni za
własnymi marzeniami – przynajmniej tak odebrałam
ten spektakl ja, właścicielka dowodu osobistego od
kilkudziesięciu lat. To, że aktorzy grający w sztuce nie
są zawodowymi mimami także sprzyja niezwykłemu
klimatowi tej opowieści.

Czy te emocje potrafią odczytać nasi milusińscy?
Zespół przygotowujący „Pana Bama” nie zapomniał
i o nich. Groteskowe, dowcipne popisy i gagi cyrkowe,
żarty jak u najlepszych klaunów i dynamika przedstawienia
sprawiają, że najmłodsi nie nudzą się na widowni.
Wspaniałe, sztukmistrzowskie efekty wizualne
– fruwające pióra, gra świateł przygotowana przez
Andrzeja Króla, lalki Mateusza Mirowskiego i dobrze
dobrana muzyka Mai Pietraszewskiej-Koper, a także
interakcje aktorów z małą publicznością dopełniają
całości. Trudno rozsądzić, czym jest dla młodszych
widzów. Być może dla wielu „Pan Bam i ptak Agrafka”
będzie jedynie klaunadą i sztukmistrzowskimi popisami
scenograficznymi. Dzięki temu spektaklowi mają jednak
szansę dotknąć innego teatru, jakiego w Kielcach
jeszcze nie było. A przy okazji zachwycić się ciekawą,
tajemniczą historią, którą każdy może odczytać po
swojemu.

Wyjątkowych wrażeń dostarczyła także kolejna premiera
w „Kubusiu”. Kielecka widownia wreszcie miała
okazję poznać ostateczną wersję „Sklepów cynamonowych”
– polsko-tureckiej produkcji w reżyserii
Roberta Drobniuchna. Trzeba przyznać, że od
wrześniowych pokazów spektakl nieco się zmienił,
wysubtelniał. To wspaniałe animacje w stylu tureckiego
teatru cieni ożywiły Drohobycz z prozy Bruno
Schulza. Grający rolę Józefa – Karol Smaczny, choć
nadal jest demiurgiem fantastycznego świata, to już
nie tak diabolicznym i histerycznym, jak w jesiennej
wersji. Lalki i animacje Cengiza Özeka, wsparte graną
na żywo muzyką Michała Górczyńskiego i Karola
Nepalskiego inspirują wyobraźnię widzów, zapraszając
do onirycznego, magicznego świata fantazmatów
Schulza. Duża w tym zasługa animujących teatr cieni
aktorów: Ewy Lubacz i Andrzeja Kuby Sielskiego.
Polsko-turecka magia skrojona została na optymalną
miarę – niepowtarzalnych w literaturze, soczystych
i głębokich wizji w świecie wyobraźni o nieco skrzywionej
optyce.

„Sklepy cynamonowe” stały się jeszcze dodatkową
okazją. Dzięki wizycie tureckiego partnera Cengiza
Özeka kielecka publiczność miała okazję zobaczyć
prawdziwy, współczesny teatr cieni z tego odległego
kraju. „Śmieciowy potwór” to opowieść ekologiczna
o zanieczyszczeniu morza i karze, jaka może spotkać
za tak nieroztropne postępki. Wspaniałe, barwne
lalki tureckiego teatru cieni, niewielki ekranik, w jakim
animowane są postaci, muzyka grana na żywo, turecki
język opowieści mogły trochę zdziwić małych widzów.
Zachwyciło z pewnością to, że ten rozbudowany
lalkowo i scenograficznie spektakl grał tylko jeden
aktor. Wierzę głęboko, że ten godzinny kontakt
z prawdziwą egzotyką na długo zostanie maluchom
w pamięci.

Dla porządku wspominam o trzeciej premierze –
drugiej realizacji przeznaczonej dla najmłodszych
widzów w ramach cyklu „Baja dla najnaja”. „Misiaczek”
Marty Guśniowskiej to opowieść o misiu, który ani
myśli zapadać w zimowy sen. Recenzja ze spektaklu
w kolejnym numerze „Projektora”.